Ruch to zdrowie.

Jeszcze kiedy mieszkaliśmy w mieście bardzo często wychodziłam z dziećmi „na dwór”. Po pierwsze trudno było wytrwać podczas ciepłych dni w małym mieszkaniu, a po drugie brzmiało mi w uszach zdanie „ruch to zdrowie”…

Jednak jedna WIZYTA u ORTOPEDY wystarczyła by ROZWIAĆ moje MŻONKI na temat ruchu niezbędnego dla zdrowia dzieci i ZAAPLIKOWAĆ MYŚL o tym, jak naprawdę ten ruch powinien wyglądać.

Moje córki miały problemy z koślawością kolan (to u dzieci dość powszechne zjawisko, niejako „uciekania” kolan do wewnątrz, przez co nogi układają się jakby w literę x”). Podczas wizyty lekarz zapytał gdzie mieszkamy, czy jeździmy windą i jak wygląda nasza aktywność fizyczna? Generalnie wydawało mi się, że nie jest z nami źle, ponieważ windą wjeżdżaliśmy tylko w górę, a na dworze zwłaszcza w ciepłe dni dzieciaki były w zasadzie cały czas, dodatkowo jeździły z nami na wycieczki rowerowe. Jednak Pan Doktor zapytał czy takie małe dzieci dają radę jeździć już na rowerach, na wycieczki? I wtedy wyjaśniłam, że jeżdżą w fotelikach. A w odpowiedzi usłyszałam, że to my mamy dużo dobrego ruchu, a nie nasze dzieci. A właśnie fizycznego wysiłku potrzebują ich nogi, żeby dobrze się rozwijały.

Początkowo trochę mnie to zezłościło, bo oczywiście uważałam, że świetnie dbamy o aktywność fizyczną naszych dzieciaków, a tu „ZONK”. Codzienne wyjścia na plac zabaw, spacery do sklepu (300m :]) i z powrotem, codziennie na piechotę 10 minut do przedszkola…

Jednak lekarz miał rację, to nie jest wystarczająca ilość ruchu dla małego dziecka, które ma takie pokłady energii, że mogłoby służyć zamiast elektrowni.

W tej sytuacji, oczywiście po rozmowie z moim M. doszliśmy do wniosku, że musimy coś zmienić, żeby pomóc dzieciom. Nie było to dla mnie łatwe, ponieważ nie należę do osób które chętnie i z przyjemnością wchodzą w aktywność fizyczną, ale kiedy rozumem poznam, iż jest to potrzebne, umiem się zmobilizować i mocno zaangażować.

BTW nauczył mnie tego mój M. zaraz po ślubie, kiedy bardzo chciałam zrzucić zbędne kilogramy a nie wiedziałam jak i On mi pomógł. Dotrzymując kroku i tempa nauczył mnie odpowiednio biegać, przekonał a nawet zachwycił jazdą na rowerze, i przede wszystkim przekonał, że warto wiele spraw załatwiać używając nóg, a nie czterech kół…

Teraz te umiejętności były mi bardzo potrzebne. Wdrożyliśmy plan zaradczy: ZREZYGNOWALIŚMY z WÓZKA (dzieciaki zaczęły chodzić tylko na piechotę, dopiero pojawienie się trzeciego dziecka przyniosło zmianę), ZREZYGNOWALIŚMY z WINDY (lekarz wyjaśnił nam, że chodzenie po schodach to najlepsze lekarstwo na problem naszych dzieci i rzeczywiście kilka miesięcy ćwiczeń na schodach, wzmacniania przez to nóg, przyniosło niesamowity efekt – niemal całkowicie zniknęły krzyżujące się kolana i płaskostopie), KUPILIŚMY HULAJNOGI i WYBIERALIŚMY najczęściej DŁUGIE SPACERY zamiast stacjonowania na placu zabaw.

Myślę, że można zrobić jeszcze więcej… Basen, piłka, zajęcia sportowe, wspinaczka, wyjazdy w góry (aby wędrować), gimnastyka, taniec i wiele innych zajęć dających możliwość ruchu dziecku, ale także pomagające i wspierające jego prawidłowy rozwój fizyczny. Aktywność fizyczna nie jest okazją do „wyżycia się” dzieci, ale jest elementem niezbędnym do harmonijnego wzrastania we wszystkich sferach.

My rodzice musimy jednak chcieć być także „elementami” w aktywności fizycznej dzieci… Nie tylko używając swojej pomysłowości w wynajdywaniu im ruchowych zajęć pozalekcyjnych, ale organizując wspólny czas w oparciu o aktywność fizyczną. Poza walorami zdrowotnymi w sferze fizycznej ma to wiele walorów w innych sferach. Choćby wspieranie i rozwijanie relacji w rodzinie. Wspólna wyprawa górska, czy kilkugodzinna wycieczka rowerowa (bo to są mi najbliższe aktywności) dają przestrzeń do rozmowy, czasem na ważne tematy, na które nie ma miejsca w codzienności domowej, czy „przyblokowej”. To przestrzeń do budowania BLISKOŚCI i kształtowania wielu cech na przykład odwagi, determinacji, wytrwałości.

Ruch to zdrowie, każdy nam to powie… Jednak nie słowa, ale czyny potrzebne są do realizacji tej maksymy…

Działajmy!

 

2 komentarze

  1. Dorota said:

    Popieram w 100%! Nasi chłopcy zaczęli jeździć na długie wycieczki rowerowe już w wieku przedszkolnym, Jaś w tym roku w górach wykazał się lepszą kondycją ode mnie 😉 . Po całodniowej wycieczce (w góry!) jakby nigdy nic wyskakiwał do basenu i pływał do ciemnej nocy. Starsi przeprawiali się po kamieniach na drugi brzeg Sanu i wspinali się po skałkach. Starszych czasem trudno oderwać od telefonów, dlatego w tym roku wybraliśmy miejsce kompletnie bez zasięgu 😉 Polecam przy nastolatkach! Okazuje się, że jest wtedy duuuużo czasu na rozmowy, wspólne granie i śpiewanie (wzięliśmy gitarę) i jak to przy dużej rodzinie – dobrą naukę rozwiązywania konfliktów 😉

    23/07/2019
    Reply
    • Paulina said:

      Dokładnie… pokłady energii naszych dzieciaków są ogromne:) Ja też mam doświadczenie totalnego zmęczenia po wielu kilometrach w górach, a dzieciaki po chwili wytchnienia biorą się za piłkę, badmintona, czy hulajnogę. Mam nadzieję, że jesteście Wszyscy zadowoleni z wyjazdu. Pozdrawiam 🙂

      25/07/2019
      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *