Co zrobić, by przetrwać adaptację dziecka w przedszkolu?

Adaptacja do przedszkola to trudna sprawa. Przeżywaliśmy ją rok temu i do tej pory, kiedy pomyślę o tamtym czasie to aż robi mi się gorąco…

Było trudno z kilku powodów… Separacja córki z mamą, a wnuczki z dziadkiem, ciąża, nowa praca mojego M. Wszystkie te elementy, jak puzzle układały się w obrazek iście stresujący i niosący ze sobą bardzo dużo emocji.

Nasze dziecko przez niemal dwa lata, wiele czasu spędzało z fantastycznym dziadkiem, który otaczał ja wyjątkową opieką i nieustannym zainteresowaniem. Ten okres zaowocował w ich relacji, ale przyniósł także kilka trudniejszych tygodni „uzdalniania” pójścia do przedszkola, gdzie nie jest się jedynym, ale w dużej grupie. Gdzie trzeba poczekać na swoją kolej, podporządkować się zasadom i nie można mówić zawsze, kiedy się tylko tego zapragnie, w jakiejkolwiek tonacji głosu.

W związku z czym moja córa, tylko pierwszego dnia z zadowoleniem przekroczyła próg sali przedszkolnej… Później popłynęliśmy w morzu łez jej i ostatecznie także moich…

Wiedziałam, że to wszystko jest żniwem czynników, jakie kształtowały ją od urodzenia, ale nie podejrzewałam, że może to mieć tak ogromne i długo rozciągnięte w czasie skutki…

Kiedy widzisz dziecko, które wraca z przedszkola i mówi, że tam jest strasznie, że nie chce tam wracać, że nie lubi pani, dzieci, krzesełek, zabawek i wszystkiego co jest w przedszkolu, to zaczyna pracować nasza wyobraźnia i szukamy powodu. Próbujemy go znaleźć rzeczywiście w sobie, przedszkolu, niewygodnym leżaku do odpoczynku poobiedniego. Jednak nie jest możliwe znalezienie jednoznacznego powodu. POWODEM jest ZMIANA wywracająca życie dziecka do góry nogami (zwłaszcza tego dotychczas będącego w domu z bliską osobą).

Jestem zdania, że takie zmiany są bardzo potrzebne, bo przygotowują na zmiany większe, które prędzej czy później przyjdą, nastąpią, i mogą być trudne do zaakceptowania…

Poradzenie sobie z okresem adaptacji nie jest łatwe, zwłaszcza w sytuacji kiedy przedłuża się w czasie i okazuje się, że nasz przedszkolak CAŁY WRZESIEŃ PŁACZE… ale jest kilka elementów, które pomogły mi poradzić sobie, dobrze przetrwać ten czas w ubiegłym roku i rzeczywiście przyniosły efekt:

Krótkie pożegnania – nie możemy przedłużać „odklejania się dziecka” od nas, ponieważ to wcale nie podnosi jego poziomu poczucia bezpieczeństwa, ale jeszcze bardziej zakłóca proces tworzenia się poczucia bezpieczeństwa w nowym miejscu, pośród nowych osób.

Szczytem utrudniania tego czasu jest czekanie na korytarzu i zapewnianie dziecka, że „jestem za drzwiami”. Takie rozwiązanie przeszkadza wychowawcy, bo dziecko będzie ciągle pytało: „czy mama jest?”, „czy nie poszła?”, będzie prosiło o możliwość wyjścia „tylko na chwileczkę” i przytulenia, co wzbudza zazdrość i rozgoryczenie u innych dzieci. A ponadto, kiedy nadejdzie ten czas, że urlop mamy się skończy i będzie musiała wrócić do pracy, dziecko jeszcze silniej przeżyje jej nieobecność za drzwiami, bo „miała być tam zawsze”.

Musimy traktować nasze dzieci poważnie i z szacunkiem podchodzić do ich emocjonalności, dlatego „krótko, zwięźle i na temat”, te słowa powinny określać nasze pożegnania, nawet jeśli dziecko płacze.

Konsekwencja w działaniu – kiedy już podejmujemy to wyzwanie, zapisujemy dziecko do przedszkola i próbujemy mu pomóc w adaptacji, powinniśmy być konsekwentni.

Najpierw powinniśmy być tacy w umowach, jakie zawieramy z dzieckiem. Jeśli obiecuję, że przez pierwszy tydzień będzie wracać do domu przed leżakowaniem, to o tej porze je odbieram, a w sytuacji nieoczekiwanej zmiany dzwonię i informuję że będę później.

My jako ludzie dorośli lubimy wiedzieć wcześniej, że ktoś nie przyjdzie na umówione spotkanie, a nie dowiadywać się o tym już na miejscu, dokładnie tego samego potrzebują nasze dzieci (w sytuacji adaptacji nawet jeszcze bardziej niż na co dzień).

Później powinniśmy być konsekwentni w zostawianiu dziecka w przedszkolu pomimo jego płaczu, histerii, krzyku… Bardzo często są to sposoby wyrażenia słów „MAMO BĘDĘ TĘSKNIĆ”, ale zapewnienie o miłości, o powrocie do domu za kilka godzin, o możliwości przeżycia wielu ciekawych przygód w przedszkolu, w końcu przyniesie efekt.

I na koniec powinniśmy być konsekwentni sami dla siebie. Jeśli my rodzice będziemy, ze względu na swoją słabość do płaczu naszego dziecka, nieustannie zmieniać umowy i co trzy dni decydować, że teraz przed leżakowaniem Cię odbiorę, ale jutro po, a kolejne dni znowu przed, układający się świat dziecka ciągle jest burzony. Tym samym proces adaptacji przedłuża się czasami nawet do dwóch miesięcy.

Nie uleganie poczuciu winy – widząc płaczące dziecko nasz mózg automatycznie zaczyna szukać przyczyny w nas i próbuje znaleźć rozwiązanie. Jednak nie można znaleźć takiego rozwiązania „tu i teraz”, jeśli dookoła mnóstwo innych dzieci, które także zaczynają popłakiwać… Pani stojąca i prosząca  o zostawienie już dziecka, że sobie poradzą, a my NIE, jeszcze moment…

Poczucie winy związane z płaczem rośnie a my nie chcemy od tego się uwolnić tylko tak tkwimy, często długo po wyjściu z budynku przedszkola, myśli krążą wokół płaczu i smutku naszego dziecka…

Tak po prostu jest, że dla niektórych maluchów rozłąka jest trudna, dla mojego też była, ale poczucie winy nie ułatwi mu tego, a nakręca nas i powoduje, że my w gorszej kondycji witamy dziecko popołudniu, i odprowadzamy rano, bo już wiemy co nas czeka.

Mój M. musiał w pewnym momencie odprowadzać nasza córkę, ponieważ ona wpadała przy mnie w histerię nie do przebrnięcia, a przy nim nie. To było już w ogóle mocno wzbudzające moje poczucie winy, jednak ciągle sobie powtarzałam, że nie dzieje jej się żadna krzywda.

Po długiej batalii przyszedł dzień, kiedy jak gdyby nigdy nic moje dziecko wstało powiedziało, że jest zadowolone z możliwości pójścia do przedszkola i nie było już żadnego problemu w przedszkolu… Przeżyła swój smutek, rozgoryczenie, odbudowała poczucie bezpieczeństwa, zobaczyła że Panie są spoko, że dzieci są spoko i że nawet jej się tam podoba… Ale trwało to prawie dwa miesiące…

To był bardzo trudny czas i wiem, że dla wielu z Was też taki czas się rozpoczął, ale pamiętaj o wspomnianych przeze mnie elementach i o tym, że „zaprowadzenie” dziecka do przedszkola nie czyni mu krzywdy, to po prostu kolejny etap w jego życiu, do którego musi się zaadaptować, a Ty je wspieraj i towarzysz, a sukces gwarantowany.

 

 

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *