5 rzeczy, bez których pierwszy rok z dzieckiem byłby nie do przetrwania.

Kiedy w domu pojawia się nowy, mały człowiek, wszystko wywraca się do góry nogami. Organizacja czasu i przestrzeni musi przejść diametralne zmiany, bo potrzeba czasu na nowe obowiązki. Nie jest to łatwe, zwłaszcza kiedy pojawia się kolejny mały człowiek, który teraz zabiera jeszcze kawałek Ciebie dla siebie. Dla niektórych jest niewyobrażalne, aby takich „człowieków” (jak to mówi moja trzeciorodna:]) było więcej. Inni zafascynowani mikroświatami małych dzieci decydują, aby uczestniczyć w ich poznawaniu nawet kilkukrotnie. Jednak nie oszukujmy się, choćbyśmy nie wiem jak byli „zakochani” w dzieciach, chyba najtrudniejszy jest ich pierwszy rok. Owszem fakt ich dostępności, gotowości do przytulania, głaskania, miziania itp. często rekompensuje wszystkie pozostałe nieudogodnienia, ale jest pewne 5 rzeczy, bez których dla mnie pierwszy rok z dzieckiem byłby nie do przetrwania.

 

1. Aspirator do nosa

Ten przedmiot uratował nam życie. Dosłownie i w przenośni. Niestety dowiedzieliśmy się o jego istnieniu dopiero przy trzecim dziecku, ale to i tak lepiej niż wcale. Nasza trzeciorodna bardzo często miała katar już od samego urodzenia. Nie wiem do tej pory, z czym to się wiązało, ale myślę, że nakładało się na to kilka czynników: przedszkole starszaków i przynoszenie wirusów, zbyt suche i ciężkie powietrze w domu, alergia.

Generalnie męczyła się z wydzieliną w nosie, a my z nią. I na pomoc przyszła nam położna, która zareklamowała taki oto aspirator UWAGA >>>DO ODKURZACZA. Początkowo popatrzyłam na nią dziwnie, ale wytłumaczyła mi jak to działa i powiedziała, że dostrzeżemy różnicę. Nie musieliśmy długo czekać. Mój M. pojechał do najbliższej apteki zakupił potrzebny przyrząd i dziecko przespało pierwszą od kilku dni noc, niemal w całości, dzięki oczyszczonemu noskowi. Próbowaliśmy różnych rozwiązań, ale to według mnie jest najlepsze i najskuteczniejsze. A kupić możesz szybko i z domu tutaj.

 

2. Bujaczek

Życie naszego trzeciego dziecka okazało się przynieść ze sobą kilka odkryć. Pierwsze opisane wyżej, a teraz kolejne. Bujaczek, który już lekko dotknięty jest wprawiony w ruch, dzięki czemu uspokaja leżące w nim dziecko. Co więcej może być wykorzystywany już dla noworodka dzięki odpowiedniemu wyprofilowaniu. Ponadto posłuży niemal do pierwszych urodzin pociechy (chyba, że tak jak nasza czwartorodna dziecko postanowi trochę zwiększyć masę ciała szybciej niż to zaplanowali rodzice;]).

Dzisiaj jest ogromny wybór takowych leżaczków – bujaczków, co można sprawdzić choćby tutaj, ale ja preferuję proste rozwiązania, dlatego ten „nasz” okazał się być doskonały do dziś.

 

3. Kołysanki

Może się wydawać śmieszne, że kołysanki są czymś niezastąpionym, ale u nas to działa. Już przy pierwszej córce, kiedy kończyłam studia podyplomowe i musieliśmy jeździć całą ekipą do Krakowa, po prostu nas ratowały. Młoda nie znosiła jazdy samochodem i w połowie trasy zaczynała wrzeszczeć. Ale to nie był płacz zmęczonego dziecka, tylko wrzask „torturowanego dziecka”. Wymiękaliśmy po kilkunastu kilometrach, a przed nami jeszcze sto. Okazało się, że właśnie te kołysanki, żadne inne, zadziałały jak „miód na serce”. I przed każdym kolejnym wyjazdem sprawdzaliśmy kilka razy, czy kołysanki zostały zapakowane.

Nasze dzieciaki uwielbiają muzykę, może właśnie dlatego te wyszukane i niestandardowe aranżacje kołysanek tak świetnie na nie wpływają. Wiem jedno muzyka łagodzi obyczaje i dlatego polecam. A tu można je nabyć drogą kupna.

 

4. Nosidło

Zdania są bardzo podzielone czy warto w takim nosidle nosić dzieci, czy nie. Ja wiem jedno, wielokrotnie nie miałam czasu, ani warunków, aby zawiązać chustę (serdecznie ją polecam cierpliwym i sprytnym mamom), natomiast nosidło sprawdzało się świetnie. Szybko, bezpiecznie i blisko. Tak mogę scharakteryzować moją współpracę z tym przedmiotem. Towarzyszyło nam od narodzin pierwszej córy i nie żałuję ani jednego dnia, kiedy go użyłam, bo odzyskiwałam ręce, które były mi bardzo potrzebne do wielu domowych i niedomowych zadań. Gorąco zachęcam do wyposażenia się w nosidło, a wybór jest spory, zajrzyj i się przekonaj.

 

5. Kojec

Ostatnia z niezbędnych 5 rzeczy pierwszego roku życia dziecka to kojec. Obecnie mieszkamy w domu, więc miejsca jest w bród do eksplorowania i zabawy, ale zawsze tak nie było. Kiedy urodziła się nasz pierwsza córka mieszkaliśmy w 32 metrach, gdzie wszędzie były kanty i gniazdka. Musieliśmy wygospodarować bezpieczną przestrzeń do zabawy i nauki nowych umiejętności naszego dziecka. Taki właśnie kojec okazał się być strzałem w dziesiątkę. Jest duży 100 x 100 cm, stabilny, łatwo się składa i posiada pokrowiec, dzięki czemu można go ze sobą wszędzie zabrać np. jako łóżeczko turystyczne, a dodatkowo stabilna podłoga pozwala by dziecko mogło nawet uczyć się stawiać pierwsze kroki.

Nam służy już 9 rok i myślę, że jeszcze trochę będzie z nami. A bogactwo wzorów i kolorów jest obecnie tak duże, że możemy taki zakup nawet kolorystycznie dopasować do naszego domowego wnętrza.

 

Posiadanie dzieci wymaga ogromnej pracy i zaangażowania, ale dlaczego sobie tego trochę nie ułatwiać, jeśli dzisiejszy świat nam w tym pomaga i daje wiele możliwości. Myślę, że warto i polecam rozważenie zakupu tych NIEZBĘDNIKÓW.

 

Jeśli coś Cię zainspirowało pozostaw ślad w komentarzu, na Faceboo’kowm funpage’u, albo na Instagramie.

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *