STOP koronafobii!!! – koronawirus nie taki straszny, jak go malują.

Moja najstarsza córa wróciła dziś ze szkoły i powitała mnie zdaniem: „Mamo moja przyjaciółka nie chciała mnie złapać za rękę, kiedy szłyśmy na obiad, ponieważ mam koronawirus, ale mogę na niego nie chorować? Czy to możliwe?”. Gdy to usłyszałam, po prostu oniemiałam.

Zabrakło mi słów, bo tak naprawdę wszystkie zdania pojawiające się w mojej głowie kogoś oskarżały. Najpierw media, które koronawirusem straszą ludzi już od kilku tygodni. Później dorosłych ludzi, będących rodzicami i pozwalających swoim dzieciom karmić się durnymi wiadomościami o koronawirusie, rozsiewającymi koronafobię. A na końcu dziewczynkę, która powtarza słowa zasłyszane w tv, czy radio, będącą tylko ofiarą tego całego kołowrotka.

Informacja co minutę uaktualniana, wszyscy trąbią, że chyba mamy kolejny przypadek koronawirusa w Polsce. Po chwili to chyba okazuje się być kolejnym fałszywym alarmem, który przyciąga ludzi przed ekrany, aby karmili się proponowanymi przez media ochłapami. Ludzie wpadają w panikę, a media zacierają ręce, bo dokładnie oto chodziło. Cała ta sytuacja miała przynieść kasę. Komu? Mediom, bo oglądalność wzrasta. Telewizory włączone 24/h i spróbuj wyłączyć, kiedy przychodzisz w odwiedziny, to też Cię zjedzą (bo są już ofiarami nagonki medialnej). Bo akurat wtedy okaże się, że kolejny „JUŻ DRUGI” przypadek koronawirusa zostanie potwierdzony OFICJALNIE.

Niestety temu wszystkiemu przyglądają się dzieci, które wpadają w strach, dezorientację, rozdrażnienie, niezrozumienie, i nie wiedzą co z tym wszystkim robić. Idą do szkoły i różnymi kanałami wypływają z nich emocje związane ze zbiorową koronafobią rozpętaną przez środki masowego przekazu. Dzieci nie potrafią przesiać przyswajanych informacji przez sito z dużymi dziurami i tylko co 10 słowo zapisywać na dysku twardym w swoim mózgu. Kiedy dziecko słyszy, że dzieje się coś trudnego, nieprzewidywalnego i słyszy niepokój w słowach wypowiadanych przez dorosłych wchodzi w niepokój i analizuje.

Niestety bardzo często może projektować w myślach, że taki koronawirus zaatakuje ukochaną babcię (bo przecież już wiedzą, że narażone są głównie starsze osoby i przekłada taką informację na swoją rzeczywistość). Idzie do szkoły i robi wszystko, żeby koronawirus nie dostał się do jego domu (czytaj ukochanej babci). W związku z tym nie chce siedzieć z koleżankami/kolegami, łapać za rękę, czy chichotać na przerwie, bo to zagrożenie. Jest sfrustrowane i rozdarte. Z jednej strony ma pragnienie, żeby było jak zwykle, a z drugiej ten koronawirus i kolejne informacje, które usłyszało oglądając poranne wydanie „wiadomości”. (O zgrozo nie jest to rzadkość, że rozpoczyna się dzień od tv i wiadomości !!!).

Ludzie dla dzieci to jest MEGA trudne!!! One nie rozumieją tej całej sytuacji. BOJĄ SIĘ i co gorsza nikt ich nie wspiera, ale wzmacnia właśnie trwającą już panikę. Rodzice (oczywiście nie wszyscy) nie wspierają, nie rozmawiają, nie tłumaczą, a to jest bardzo potrzebne, (nie tylko w kontekście korona-wirusa, ale o tym możecie poczytać tutaj). Nauczyciele (oczywiście nie wszyscy) nie rozmawiają, bo… nie widzą potrzeby, nie chcą wchodzić w buty rodziców. Dzieci zostają same. Musimy z nimi rozmawiać, wspierać, „odczarowywać” medialna nagonkę (no chyba, że całkiem z nią popłynęliśmy). Bo już zbieramy żniwo, które pozostawi owoce na długo.

W czwartek prowadziłam zajęcia w klasie mojej córki i pierwsze pytanie, jakie zostało mi zadane przez brzmiało: „Czy Pani ma koronawirusa? Bo w Polsce jest już jeden potwierdzony przypadek?”. I znowu oniemiałam.

Co powiedzieć dziecku, żeby nie nastawić go negatywnie wobec ciągle manipulującego ludźmi świata? Jedyne zdanie, które udało mi się powiedzieć to, że „skoro jestem w szkole, to muszę być zdrowa”.  A później chwilę rozmawialiśmy o profilaktyce wszelkich zachorowań. Ważne jest, aby dzieci wiedziały, jak mogą się uchronić przed zakażeniem różnymi chorobami zakaźnymi. Wiele rzeczy nie jest dla nich oczywiste: jak częste mycie rąk, czy nie „dawanie gryza”.

A co możemy zrobić, żeby w dobie koronawirusa i koronafobii strzec się przed zakażeniem? Przeczytacie tutaj. Świetny artykuł i wiele wskazówek, które są bardzo oczywiste, ale jak często niedoceniane. Bo jak wielu z nas pamięta o tym, aby w okresie jesienno-zimowym korzystać, jak najwięcej, z nóg zamiast samochodu? Albo zwiększyć ilość „naturalnej” witaminy C (czyli tej w owocach i warzywach), by wspierać swoją odporność? Ja przez długi czas nie zastanawiałam się nad tym wcale. Na szczęście pojawiło się oświecenie.

Panika udziela się wszystkim i co gorsza wkroczyła nawet do sklepów. Wiem, że wszyscy już o tym mówią, ale ja też tego doświadczyłam. Chciałam kupić moją ulubioną kaszę KUSKUS (świetne źródło białka i żelaza) i w żadnym odwiedzonym sklepie jej nie było. Podobnie z żelami do dezynfekcji rąk (które jak na złość skończyły się moim dzieciom właśnie w dobie koronafobii). W żadnej odwiedzonej drogerii ich nie było.

Wariujemy… kupujemy… a okazuje się, że większym zagrożeniem dla nas jest niewłaściwe mycie warzyw i owoców oraz zakażenie pasożytami układu pokarmowego niż koronawirus. Z powodu chorób pasożytniczych, co roku 15 mln ludzi umiera. Jest to 25% ogólnego wskaźnika śmiertelności. Inne ciekawe statystyki możecie zobaczyć tutaj i szybko dostrzec, że jest wiele innych zagrożeń, które stanowią przyczynę śmierci znacznie większej ilości osób dziennie niż koronawirus.

 

NIE WARIUJMY!!! Powiedz STOP KORONAFOBII i uspokój niepokój swojego dziecka. Najlepsza do tego będzie ROZMOWA przy WYŁĄCZONYM telewizorze. Pamiętaj, że ono paniki nie potrafi obśmiać, ale bardzo szybko ją przejmuje.

 

 

 

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *