NADZIEJA „umiera” ostatnia…

Dziś będzie bardzo osobiście…

Mam za sobą trudny czas, który zresztą jeszcze się nie skończył. Niepewność, smutek, żal, rozgoryczenie, złość, zdenerwowanie, zażenowanie, rezygnacja, lęk… i mogłabym tak wymieniać jeszcze wiele trudnych emocji, odczuć, które były ze mną każdego dnia. Jednak cały ten czas (na szczęście) towarzyszyła mi również

nadzieja

bo ona „umiera” ostatnia.

Nie, nie dowiedziałam się o nieuleczalnej chorobie, nie dostałam też innego typu „wyroku”. Natomiast doświadczyłam totalnej niemocy, jakby odłączenia ładowania organizmu, które uniemożliwia samodzielne działanie. Coś w rodzaju somatycznych objawów chronicznego zmęczenia. Doświadczyłam tak głębokiego żalu, którego nie mogłam pojąć z jednej strony, a z drugiej strony był tak uzasadniony.

Kiedy z dnia na dzień nic nie zapowiada, że położysz się do łóżka i już nie wstaniesz, bo nie będziesz mógł podnieść głowy. Gdy kładziesz się spać i nie możesz zasnąć, bo Twój organizm świruje, wariuje, jakbyś właśnie zszedł z najwyższej karuzeli w wesołym miasteczku.

Nie wiesz o co chodzi, nikt nie może Ci pomóc, jedni odsyłają do drugich…

Tylko ponad tym wszystkim jest jedno NADZIEJA. I zupełnie nie chodzi mi dzisiaj o nadzieję na lepsze jutro, na wyzdrowienie, na uleczenie, ale przede wszystkim na ZBAWIENIE.

NADZIEJA, która daje pewność sensowności mojego życia i pozwala UFAĆ. Daje porządnego kopniaka i zachęca do działania, by trwać, wierzyć i dotrzeć do momentu WIECZNEGO spotkania.

Okres, który już poniekąd jest przeszłością, pokazał mi, że jedyną pewną rzeczą w moim życiu jest ŚMIERĆ, która prędzej czy później nastąpi, tylko jaka będzie? NADZIEJA pozwala mi wierzyć, że będzie PIĘKNA, bo nie „ZAKOŃCZY WSZYSTKIEGO”, ale „OTWORZY WSZYSTKO”.

Bardzo cennym doświadczeniem tego ostatniego czasu, były rozmowy z moimi córami, o niczym innym, jak właśnie o śmierci i przemijaniu. Dzieci to jednak mają wyjątkową relację z INNYM WYMIAREM. Nie boją się o siebie, tylko o innych, że będzie im smutno, że będzie im trudno, ale tak głęboko, śmierć w ogóle ich nie przeraża. Dlaczego? Bo wydaje się być czymś TRUDNYM, ale KONIECZNYM.

Być może masz inne doświadczenie tego tematu.

Ja wiem jedno, bardzo łatwo, ze względu na kruchość naszego życia, stać się, jak roślina. Potrzebować drugiego, do wszystkiego, do przeżycia, z powodu swojej niemocy.

Chyba właśnie dlatego musimy dnia TEGO, dzisiejszego, żyć tak, jakby nie miało być już następnego.

2 komentarze

  1. Biernat z Lublina said:

    Śmierć tez nie jest pewna… Bo jeśli wcześniej przyjdzie On to nie umrzesz…

    Bardzo dobrze Cię rozumiem, tez miałem taki czas ostatnio…

    16/06/2020
    Reply
    • Paulina said:

      Racja… jednak patrząc na długość trwania czasów ostatecznych, pewnie jeszcze trochę czasu upłynie zanim PRZYJDZIE. Pozdrawiam

      18/06/2020
      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *